GALINDIA OSADA SKANSEN IZNOTA MIKOŁAJKI

Postępujący rozwój technologiczny, globalizacja, zanikanie granic - to zjawiska charakterystyczne dla XXI w. Jednakże, co warto zauważyć, od dłuższego czasu towarzyszy im  proces na pozór przeciwny - szerokie zainteresowanie historycznymi korzeniami danej społeczności. W USA widać to choćby po zakrojonych na szeroką skalę działaniach nastawionych na krzewienie kultury Indian. W Australii naprawia się błędy lat minionych i próbuje ratować kulturę Aborygenów. Trzeba stanowczo zaakcentować, że takie zjawiska są nie tyle mile wdziane, co wręcz pożądane.

Mieszkańcy Mazur mają o tyle trudniej, że pierwotnych mieszkańców już nie ma. Tym mocniej trzeba podkreślić konieczność wysiłków mających przywrócić pamięć o tych, którzy przed wiekami mieszkali na tych terenach. Pradawne plemię Galindów, będące jednym z plemion pruskich zasługuje bowiem na uwagę.  Dla porządku terminologicznego trzeba na wstępie podać, iż nazwa Galindia pochodzi od słowa „galas” co znaczy kraniec, koniec, czyli jest konsekwencją peryferyjnego położenia tego terytorium w stosunku do pozostałych ziem pruskich. Doskonale obrazuje to także podejście Prusów do świata, który kończył się wraz z granicami siedzisk ich plemion.

O ile dla większości wydaje się, że Prusowie, a więc i Galindowie pojawili się na arenie dziejowej w tym samym czasie co państwo polskie, to jest to opinia całkowicie niesłuszna. W celu przybliżenia prapoczątków Galindów należy cofnąć się w bardzo odległą przeszłość...

Galindowie pojawienie się na kartach historii ówczesnego centrum cywilizacyjnego, jakim niewątpliwie było Imperium Rzymskie, zawdzięczają Klaudiuszowi Ptolemeuszowi i jego dziełu pt. Geographica hypegezis. Ów żyjący w latach ok. 100-178 r. n. e. Grek egpiski z Aleksandrii, korzystając ze starszych dzieł, wymienia nazwy szeregu plemion „barbarzyńskich”, lokalizuje ich siedziby, podając nazwy miejsc, gór czy też rzek. O Galindach napisał, że byli jednym z plemion zamieszkujących Sarmację, graniczącym z Wenedami, Sudowinami i Stawanami. Co szczególnie interesujące, opierał swój opis na znacznie wcześniejszych danych.

Jakkolwiek tereny Bałtów Zachodnich, bo do nich zaliczano Galindów, znajdowały się na samym skraju peryferii Imperium Rzymskiego, to wyrywkowe i ograniczone informacje docierały do możnych starożytnego świata już od początków naszej ery. Związane było to z planami dalszych podbojów i rozszerzaniem granic Cesarstwa. W związku z takimi zamiarami przeprowadzano ekspedycyjne wyprawy, przy czym warto pamiętać zwłaszcza o jednej. Jedna z najbardziej znanych postaci tamtych czasów, utrwalony przez Henryka Sienkiewicza w Quo Vadis, cesarz Neron, zorganizował w 64 r. n.e. wyprawę, która dotarła do ujścia Wisły, a najprawdopodobniej mogła dotrzeć nawet do interesującej Nas krainy Galindów. Ta wyprawa po bursztyn, a raczej jej opis autorstwa Pliniusza, z pewnością posłużył Ptolemeuszowi i stanowił cenne źródło dla przybliżenia i zaprezentowania rzymskim czytelnikom, m.in. Galindów.

O niezaprzeczalnych związkach mieszkańców dzisiejszych Mazur z Imperium Rzymskim, świadczy także okres największego rozkwitu Ich kultury, który miał miejsce od połowy II do IV wieku n.e. Dowodem są znaleziska archeologiczne z tego okresu, w postaci przedmiotów importowanych z prowincji rzymskich, takich jak: naczynia z cienkiej blachy brązowej, puchary szklane i wazy sprowadzane aż, z położonych na terenie dzisiejszej Francji, galijskich warsztatów. Sprowadzano również różnego rodzaju ozdoby w postaci srebrnych i brązowych zapinek, oraz ogromne ilości szklanych paciorków. Wszystkie te ww. rzeczy uzyskiwano w zamian za bursztyn. Już w I w. n.e. pisarz rzymski Filemon stwierdzał, że ten cenny kruszec wydobywany był nie tylko na wybrzeżu, ale także w wielu miejscach Scytii (takim mianem określano obszar m.in. późniejszych Prus) . Wymiana handlowa jest więc faktem niepodważalnym.

Obszar obejmujący brzegi Wielkich Jezior Mazurskich, Pojezierze Mrągowskie, okolice Węgorzewa i przekraczający na wschodzie rzekę Ełk, stanowił centrum tzw. kultury bogaczewskiej. To właśnie ten teren jest źródłem największych ciekawostek związanych z wykopaliskami, co jest bezpośrednio powiązane  z jego cywilizacyjnym górowaniem w owym czasie, pośród pustek sięgających aż do dzisiejszego Sztumu i Elbląga na na zachodzie, a Nidzicy, Przasnysza i Ostrołęki na południu. Terytorium kultury bogaczewskiej, bez większych wątpliwości, uznać należy za siedzibę aktywności życiowej, wspominanego już przez Ptolemeusza, plemienia Galindów. W celu  charakterystyki ówczesnych mieszkańców Mazur trzeba wskazać, że nie opierali się tylko na wydobyciu bursztynu. Niezwykle prężnie rozwinięte było odlewnictwo brązu czy też bartnictwo, polegające na systematycznym pielęgnowaniu i pomnażaniu nadzorowanych barci. Powszechna była też produkcja żelaza. Galindowie, niezagrożeni wtedy jeszcze w bezpośredni sposób przez sąsiadów, co było efektem wspomnianych bezludnych pustek otaczających ich ziemię, mieszkali w tzw. osiedlach rodowych. Były to grupy domostw rozrzucone w dogodnych miejscach, wśród oczyszczonych z lasów polan. Stary system obronny w postaci osiedli umocnionych wałami i palisadami nie był potrzebny.

Galindowie hodowali bydło rogate, owce, kozy, a także co szczególnie interesujące, konie o pokroju zbliżonym do tarpana leśnego. Uprawiali też zboża takie jak jęczmień, pszenicę, proso, owiec, a nawet bób – kolejny przykład wymiany handlowej z mieszkańcami Cesarstwa Rzymskiego. Ważnym źródłem zdobywania pożywienia było rybołówstwo.

Galindowie po okresie wspomnianej prosperity, w V w. przeżywali kryzys gospodarczy i ludnościowy. Świadczą o tym wykopaliska archeologiczne – w wyposażeniu grobów nie ma cennych przedmiotów, a wiele cmentarzysk nie było już użytkowanych. Wydaje się, że był to efekt powszechnego dla całej środkowej Europy załamania cywilizacyjnego i wyludnienia.

Z kolei u progu wczesnego średniowiecza Galindia, wśród ziem plemion zachodnich Bałtów, wyróżniała się w nad wyraz pozytywnie. Świadczy o tym wysoka rozwinięta gospodarka, oryginalna kultura, oraz wysoki stopień zaludnienia. Co charakterystyczne, pomimo upadku Cesarstwa Rzymskiego, Galindia utrzymuje szerokie kontakty handlowe z różnymi centrami cywilizacyjnymi południowej i zachodniej Europy. Stawiane są tezy o istnieniu od połowy VI w. aż po schyłek VII w. silnego związku plemiennego, a więc prawzoru państwa.

Nieocenione badania archeologiczne, informują o nasilającej się od przełomu VI i VII w. penetracji słowiańskiej w głąb ziem galindzkich. Stabilizacja osadnictwa Słowian na Mazowszu i Kujawach spowodowała w VIII w. odcięcie Galindii od południowej Europy. Efektem było zubożenie ludności oraz stopniowe rozpraszanie się skupisk osadniczych. Przypuszcza się, że w tym czasie pewna część Galindów odłączyła się od pobratymców i rozpoczęła proces zasiedlania puszcz nad górną Drwęcą i Welem, dając początek plemieniu Sasinów. Z kolei inny odłam Galindów przeniósł się na północ, nad środkową Łynę i Guber, tworząc szczep Bartów.  Wypracowany od VI do VIII w. system osadniczo-społeczny w zasadniczych swych układach obowiązywał wszystkich Bałtów Zachodnich aż do kresu ich niezależności politycznej, który nastąpił w wieku XIII.

Analizując stosunki pomiędzy Galindami a ich nowymi sąsiadami tj. Słowianami trzeba stanowczo stwierdzić, iż początkowo układały się one w atmosferze współpracy i przyjaźni. Następowało wzajemne przenikanie kultur. Jeśli zdarzały się przypadki wzajemnych napaści i waśni, to mieściły się one się w ramach lokalnych sporów międzyplemiennych. Nie prowadziły one  do wzajemnego wyniszczania i okupowania terytorium. Sytuacja uległa radykalnej zmianie z chwilą powstania państwa polskiego.

Młode państwo polskie wykazywało tendencje do powiększania swojego terytorium.  Warto przytoczyć słowo Galla Anonima, które wskazując Polaków jako stronę agresywną, dają także pewny obraz zachodnich Bałtów: „ Jednakże ani mieczem nauczania nie dało się serc ich oderwać od pogaństwa, ani mieczem zniszczenia nie można było tego pokolenia żmij wytępić”. Akcje  zbrojne, uzasadniane potrzebami misyjnymi, prowadzone były przez polskich władców już od X w. Docierały poprzez ziemię chełmińską i Mazowsze do terenów zamieszkiwanych przez Sasinów i Galindów. Towarzyszyła im także polityka popierania akcji misyjnych mających szerzyć wśród ww. chrześcijaństwa. To taktyczne posunięcie miało doprowadzić do asymilacji kulturowej, która w oczywisty sposób, mogła skuteczniej niż militarne podboje związać Bałtów Zachodnich z państwem polskim. Jako że zarówno Sasini jak i Galindowie nie nadstawili „drugiego policzka”, zrozumiałą konsekwencją były akcje odwetowe przeciwko Polakom, trwające z różnym natężeniem aż do XIII w. Organizowanie takich wypraw łupieżczych było jednym z charakterystycznych znamion dla większości Prusów, w tym rzecz jasna i Galindów. Zazwyczaj były to konne wyprawy, nastawione na zdobycie cennych łupów, którymi przede wszystkim byli jeńcy – „gustowano” szczególnie w młodych kobietach.

Opisując Galindów jak społeczeństwo trzeba podkreślić, charakterystyczne dla większości plemion pruskich, ogromne przywiązanie do tradycji i obyczajów przodków. Religia nie przekroczyła stadium kultu sił przyrody, praktykowany poprzez oddawanie czci ogniowi, świętym gajom, przodkom i duchom. Zachowały się kamienie ofiarne, które pierwotnie zlokalizowane były w owych ww. świętych gajach. Z nazw bóstw, chrześcijańscy kronikarze przywoływali raptem jedno – Curche  (Kurkosadel).  Stworzony przez plemiona barbarzyńskie Europy system wodzowski, wywołał także ważne przemiany w mentalności Galindów. Centralną postacią, sławioną w pieśniach był bohaterski wojownik, podnoszony wręcz do rangi bóstwa. Cenione stało się posiadanie, wyróżniających spośród współplemieńców, trofeów i dóbr. W związku z tym nie dziwić powinno, iż bardzo silny był kult bóstw wojennych. Wierzono, że wojownik po śmieci dalej poluje i bierze udział w starciach zbrojnych, palono więc razem z nim jego konia oraz umieszczano przy zwłokach broń niezbędną do walki. W Galindii cmentarzyska zanikają już od okresu wczesnego średniowiecza, co tłumaczone jest z jednej strony kryzysem osadnictwa, a z drugiej zmianą obrzędów pogrzebowych pod wpływem Słowian.

Podstawową jednostkę osadniczą stanowiło pole, podobnie jak u większości Bałtów Zachodnich, zwane „lauks”. Miało ono zazwyczaj powierzchnię  od kilku do kilkudziesięciu łanów, na które składały się użytki rolne, pastwiska, lasy, wody użytkowane przez wszystkich mieszkańców. Nie byli więc Galindowie plemieniem koczowniczym, nieprzywiązanym do swoich siedzib, a wręcz przeciwnie. Rody zamieszkiwały wspólnie, co było konsekwencją łączącego je kultu przodków. Łączył je także obowiązek zemsty rodowej, prawo do majątku po współrodowcach oraz wspólne/kolegialne podejmowanie decyzji wiążących ogół, w tym tak ważnych jak powoływanie na wiecu tzw. „króli”, tj. wodzów.

Wiedza o obyczajach Bałtach zachodnich, w tym i Galindach, którą zawdzięczamy średniowiecznym kronikarzom, dotyczy przede wszystkim tego, co pozostawało w jawnej sprzeczności z wartościami piszących owe kroniki. Tak więc opisując te plemiona, w tym rzecz jasna Galindów, zwracano uwagę na sprawy, które zadziwiały, a czasami wręcz przerażały osobę wywodzącą się z kultury świata chrześcijańskiego. Przedmiotem zainteresowania było wielożeństwo, kupowanie żon, rozwiązłość kobiet, pijaństwo. Wspominano o okrucieństwie wobec chrześcijan (kazus św. Wojciecha), jak również o zjawisku dzieciobójstwa, zarówno na tle braku pożywienia a także, co szczególnie oburzało kronikarzy, wynikającego  z chęci uzyskania obfitych plonów. Ciężko jednoznacznie dziś stwierdzić, czy był to prawdziwy przekaz, czy też czarna propaganda, mająca nakreślić złowieszczy obraz tychże plemion, legitymizujący politykę nawracania ich za pomocą „ognia i miecza”.

Obraz Galindów jako dzikich i zwyrodniałych pogan – barbarzyńców byłby jednak całkowicie niesprawiedliwy, co na szczęście, dostrzegali taki współcześnie im kronikarze. Opisując plemiona zamieszkujące Prusy, wypowiadali także opinie zaskakująco pozytywne, co śmiało odnieść należy do Galindów. Jacy więc byli mieszkańcy Galindii ? Przedstawiano ich jako gościnnych i hojnych wobec zarówno współplemieńców jak i  obcych. Podkreślano także brak zjawiska żebractwa.

Struktura społeczna Galindów przedstawiała się następująco: co ważne, uwzględnić należy przed wszystkim podział na wolnych i niewolnych. Najwyższą warstwę wśród „wolnych” stanowili nobile, zwani konaigis. Ponad nimi stali tylko, wspominani już wcześniej, „królowie” - sądzi się, że mogli oni posiadać władztwa grodowe z drużynikami zwanymi laukinikis, z pewnością sprawowali władzę sądowniczą, pobierali daniny na swoją rzecz, a także pełnili funkcje kultowo-religijne. Niżej na drabinie społecznej znajdowało się średnie rycerstwo, tzw. rikijs, oraz wolni czyli tallokinikis. Najniżej prawnie umiejscowienie byli niewolni, osiedli w dobrach nobilów – zwano ich kumetis. Jakkolwiek spotyka się sugestie, że niewolni mogli stanowić aż 2/3 społeczności, to właściwsze, choćby wobec  braku rozwarstwienia i względnej równości materialne wśród wolnych, wydaje się, że odsetek niewolnych nie przekraczał 10% ogółu ludności.

Galindowie, w okresie od IX w. aż do swojego „schyłku”, podobnie jak inni Bałtowie zachodni, nie wytworzyli silnych ośrodków władzy publicznej. Cechą znamienną tego zjawiska było rozdrobnienie polityczne – nie istniał jeden stały organ władzy uznawany przez całość lub choćby znaczną część plemienia. Trzeba jednak wspomnieć o instytucji wiecu, a więc zgromadzenia ogółu wolnych zdolnych do walki zbrojnej. Na takim zebraniu decydowano o sprawach najważniejszych takich jak wybór wodza, podjęcie decyzji o wojnie lub zawarciu pokoju.

Faktycznie decydujący wpływ na rozstrzygnięcia mieli najzamożniejsi nobile. Warto zwrócić uwagę, że Galindowie uczestniczyli także w wiecach z udziałem innych plemion,  wówczas gdy waga problemu wymagała rozpatrzenia na takim forum. Galindowie, jak i wszyscy Bałtowie podlegali prawu zwyczajowemu, czyli normom o charakterze niepisanych, wyodrębnionych ze zwyczajów na skutek ich długotrwałego obowiązywania, a także zagrożonych potencjalną sankcją za ich złamanie. Wspomnieć należy choćby o karze czekającej osobę odpowiedzialną za wpuszczenie nieprzyjaciela w granice ojczystego terytorium. Taki zdrajca karany był śmiercią, spaleniem domu, utratą dobytku, zaś jego rodzina zasilała szeregi niewolnych.

Dążeniom centralistyczno-zjednoczeniowym ze strony warstw najbogatszych, które w ten sposób chciały zmonopolizować organy władzy oraz sięgnąć po związane z tym profity, towarzyszyła odwrotna tendencja pozwalająca na trwanie ustroju, jaki chcąc nie chcąc, trzeba określić mianem demokratycznego. Na straży takiego stanu rzeczy stali kapłani, o bardzo wysokiej pozycji pośród nie tylko Galindów, ale także wszystkich plemion Bałtów. Świadczyć o tym choćby fakt, że o podjęciu albo zaniechaniu wyprawy zbrojnej decydował kapłan, interpretujący rzucone losy.

Wojsko galindzkie składało się z niezbyt licznych oddziałów konnych, tworzonych przez  nobilów, szczególnie potrzebnych przy wyprawach łupieżczych na tereny wroga. Galindowie wystawiali też piechotę, złożoną co do zasady z ludności pospolitej. Jeźdźcy  uzbrojeni byli we włócznie, miecze, tarcze i pancerze, a walkę konną umożliwiały siodła łękowe ze strzemionami. Podstawowym atrybutem uzbrojenia piechura była włócznia. Zarówno kawalerzyści jak i piechota używała także łuków.

Czas postawić pytanie dlaczego wyżej opisany świat Galindów zniknął ? Dlaczego w połowie XIIIw. kronikarz Dusburg z nieukrywaną satysfakcją stwierdzał, że Galindia była tylko bezludną ziemią wód i puszczy? Z racji, że Galindowie zamieszkiwali tereny pruskie, wydawałoby się, że winnymi ich zagłady jest Zakon Krzyżacki, który jak powszechnie wiadomo, sprowadzony na pogranicze polsko-pruskie w 1226 r. przez Konrada Mazowieckiego, prowadził od początku, pod płaszczykiem nawracania pogan, intensywne działania mające na celu powiększenie stanu posiadania, głównie na szkodę plemion pruskich. Kronikarz powiązany z Krzyżakami, o ile przytaczał liczne przykłady walk innych plemion, choćby wywodzących się z Galindów Bartów, to w przypadku Galindii określił ją mianem bezludnej. Na ten fakt złożyły się następujące czynniki. Galindowie jak już wspominano, od X w. byli obiektem napaści władców piastowskich. Jakkolwiek ciężko byłoby uznać to za jedyną przyczynę ich zniknięcia z ówczesnej mapy świata. Galindia przeżywała też systematyczne najazdy ze strony Jaćwięgów, którzy pomimo bliskich więzów plemiennych, atakowali z pasją swoich niemalże współbratymców. Kolejne nieszczęście spadało na Galindię choćby w 1210 r., kiedy to stała się obiektem agresji ze strony króla duńskiego Waldemara II. Co prawda twierdzenia Dusburga wydają się przesadzone, gdyż odkrycia archeologiczne mówią, iż nieliczne osadnictwo istniało jeszcze w okolicach dzisiejszego Giżycka i Mrągowa w okresie wkraczania na te tereny przez Krzyżaków. Jednakże z całą pewnością pod koniec XIII w. Galindowie stracili swoją podmiotowość, która wyróżniała ich spośród innych plemion. Nie oznacza to jednak, że nikt z Galindów nie przeżył. Wyróżniali się oni niesamowitą mobilnością. Już  źródła sporo wcześniejsze od „ery” krzyżackiej, bo pochodzące z VIII w. mówią o odłamie Galindów, który wywędrował aż na Półwysep Iberyjski, na tereny dzisiejszej Hiszpanii. Z kolei wielu autorów piszących o Kurpiach, a więc regionie/ludności położonym bezpośrednio przy granicy z Galindią, twierdzi iż uciekinierzy z terenów Galindii stanowili jeden z ważnych substratów późniejszych Kurpiów. Należy przypuszczać, że część Galindów wyemigrowała, wzorem innych plemion, na Litwę, gdzie mogła cieszyć się wolnością i kultywować (oczywiście tez do czasu) tradycyjną im religię. Nie ma też żadnych wątpliwości, że byli i tacy Galindowie, którzy nie tylko zamieszkali na obszarze państwa polskiego, ale zostały im przyznane prawa rycersko – szlacheckie. Świadectwem ich pochodzenia są nazwiska a także nazwy miejscowości.

Wydaje się, że to brak silnej władzy przesądził, o jakże przykrym, losie plemienia Galindów. O ile pierwsze zetknięcie z tzw. cywilizacją, jakie Galindia przeżyła najpewniej już na przełomie starej i nowej ery, przyniósł jej rozkwit, to drugie doprowadziło do jej unicestwienia. Agresywna polityka sąsiadów, brak zjednoczenia nie tylko pomiędzy wszystkimi plemionami pruskimi, ale i także wewnątrz nich, doprowadził do jakże smutnego końca wszystkie, przy czym Galindowie zniknęli jako pierwsi. Przedstawiony wyżej ustrój społeczno – polityczny, jakkolwiek trzeba przyznać, że nadawał podmiotowość prawną dużej liczbie osób, to był dla lepiej uzbrojonych sąsiadów anachronizmem. W średniowieczu absolutnie nie można było też liczyć na jakąkolwiek tolerancję religijną, a trwanie przy wierze przodków było idealną podstawą krwawego podboju.

Tereny Galindii stały się więc przedmiotem władztwa Zakonu Krzyżackiego, czego konsekwencją była oczywista i całkowita zmiana zarówno obyczajów, języka jak i szeroko pojętej kultury.

Podsumowując temat Galindów i ich krainy Galindii trzeba podkreślić, jak ważna jest pamięć o tych pierwszych mieszkańcach Krainy Wielkich Jezior. Warto pamiętać zwłaszcza o tym, że już w okresie świetności Cesarstwa Rzymskiego Galindowie prowadzili ożywione kontakty z tymże Imperium, kiedy o Słowianach, nie mówiąc o Polakach, nikt nawet jeszcze nie wspominał.

Takie wczesne pojawienie się na łamach źródeł historycznych z jednej strony, a owiane mgłą tajemnicy zniknięcie  z drugiej, której nie rozwiewają bynajmniej do końca przekazy źródłowe, pozwala snuć wiele hipotez i legend dotyczących Galindów. Ta otaczające owe plemię aura wydaje się mieć niesamowitą moc, którą można wykorzystać na wiele rozmaitych sposobów.

Dzisiejsi mieszkańcy Mazur powinni brać przykład z cechy, która wyróżniała pradawnych Galindów – była nią gościnność. Szczególnie cenne wydają także próby rekonstrukcji wierzeń i zwyczajów, dzięki którym to można poczuć nić więzi z atmosferą jaką panowała pośród, owianych już mgiełką historii, Galindów. Nie wolno dopuścić do zapomnienia o tych, którzy jako pierwsi zamieszkiwali bezkresne Puszcze pośród mazurskich jezior.

Właściciel obiektu wskrzesza i kontynuuje uniwersalne idee Galindów

galindia.com.pl

Na podstawie w szczególności:
  • Ł. Okulicz-Kozaryn, Dzieje Prusów, Wrocław 2000
  • Ł. Okulicz-Kozaryn, Życie codzienne Prusów i Jaćwięgów, Warszawa 1983
  • M. Biskup, R. Czaja (red.), Państwo zakonu krzyżackiego w Prusach – władza i społeczeństwo, Warszawa 2008
  • K. Górski, Zakon Krzyżacki a powstanie państwa pruskiego, Wrocław Warszawa Kraków Gdańsk 1977
  • a także wiedzy i badań własnych (vide: Galindowie a Kurpie)...